Skip to main content

Oto lista 5 warunków, jakie muszą być spełnione, aby adaptacja do ketozy była efektywna i abyśmy przy tej rewolucji czuli się dobrze.

1. Nigdy przenigdy na adaptacji do ketozy nie tnij kalorii!

To jest pierwsza i najważniejsza zasada, szczególnie dotycząca kobiet. Znam bardzo niewiele pań, które nigdy nie były na diecie i nigdy się nie odchudzały. 98% kobiet przynajmniej 3 razy w życiu próbowało schudnąć, zazwyczaj z bardzo mizernym skutkiem. Efektem tych prób są rozregulowane hormony, migreny, niedożywienie, osłabienie, niska odporność, słabe wyniki krwi, słabe włosy i paznokcie i efekt jojo.

Celem adaptacji do ketozy jest naprawienie wszystkich tych szkód. Zero, a nawet nadwyżka kaloryczna ma dać znać Twojemu organizmowi, że jest bezpieczny, że nie musi magazynować na zapas w obawie, że znowu zafundujesz mu restrykcję w postaci 1200 kcal. To czas SPA dla mózgu, mięśni, krwi i narządów wewnętrznych, a przede wszystkim czas uregulowania hormonów, bo to hormony mają Cię odchudzać, a nie kalorie.

2. Jedz pożywienie najwyższej jakości i o najwyższej możliwej gęstości odżywczej. Żadnych tam golonek ociekających tłuszczem.

Skoro czas adaptacji jest momentem, kiedy masz odżywić swój wyczerpany dietami organizm, to na Twoim talerzu MUSZĄ znajdować się produkty bogate w witaminy, minerały, błonnik, mikro i makroelementy.

Do takich produktów należą: jaja „0”, awokado, wędzony i świeży dziki łosoś, oliwa z oliwek i oliwki, wszystko co kokosowe (nierafinowane i bez cukru oczywiście), ciemnozielone warzywa liściaste, orzechy takie jak makadamia, pekan, brazylijskie oraz nasiona i pestki. Ponadto mięso z chowu bezantybiotykowego i bez GMO, ryby ze zrównoważonych połowów, długo dojrzewające sery i grzyby.

3. Uzupełniaj minerały i witaminy suplementami. Ich brak zafunduje Ci potężną keto grypę

Potas, magnez, sód, omega-3, witamina D, cynk, witaminy z grupy B i adaptogeny np. Rhodiola rosea to absolutna podstawa.

W czasie adaptacji Twój organizm będzie się pozbywał ogromnych ilości zalegającej wody, a wraz z wodą elektrolitów. Twoim nadrzędnym zadaniem jest je uzupełniać.

4. Słodziki i keto słodycze

Temat kontrowersyjny, bo rynek zalały tzw. Keto Shity, czyli produkty keto”, których skład jeży włos na głowie. Szczególnym problemem stały się keto słodkości, które w swoim składzie najczęściej mają sztuczne słodziki, olej palmowy, konserwanty, aromaty, antyzbrylacze i diabeł wie co jeszcze.

Przypomnę tylko, że dieta ketogenna ma też na celu wyeliminowanie zachcianek na słodki smak, a sztuczne słodziki działają na nasz mózg jak opioidy uzależniając nas od tego smaku. Mało tego słodki smak wyjaławia nasze kubki smakowe, a co za tym idzie po spożyciu normalnego posiłku natychmiast mamy ochotę na coś słodkiego, bo mózg nie zarejestrował, że posiłek który zjedliśmy był smaczny i nie wyprodukował wystarczającej ilości hormonu szczęścia…

5. Motywacja!

Człowiek jest istotą uczącą się całe swoje życie. Nikt z nas nie dostaje gotowych rozwiązań na życie i każdy musi popełniać błędy, aby nauczyć się wyciągać z nich wnioski i owych błędów już nie powtarzać. Dlatego jeśli podczas adaptacji do ketozy podwinie Ci się noga i dasz plamę np. zjadając kawałek pizzy… Zapomnij o tym i idź dalej !!!!!!

Adaptacja do ketozy musi trwać minimum 4 tygodnie, aby wszystkie nasze mitochondria przestawiły się na używanie tłuszczu jako paliwa. Ale to jest sytuacja hipotetyczna, bo każdy z nas jest inny i organizm każdego człowieka adaptuje się do zmian w różnym tempie. Dlatego adaptacja może trwać 4 tygodnie, a może nawet 12. Twoim zadaniem jest się nie poddawać i nie karać za błędy, a wyciągać z nich wnioski na przyszłość. Ja też popełniłam całe mnóstwo błędów przy pierwszej adaptacji, ale próbowałam dalej i dziś spokojnie z czystym sumieniem mogę się nazwać EKSPERTEM w tej dziedzinie.

Każdy kiedyś zaczynał. Nawet największe „mózgi” wiedziały kiedyś niewiele. Każdą próbę trzeba pielęgnować i za każdym razem starać się robić coś lepiej. Jeśli Cię to zmotywuje, to przytoczę tu swój przykład…

Opuszczając dom rodzinny i wyjeżdżając na studia w kuchni potrafiłam co najwyżej przypalić wodę na herbatę. Totalnie dwie lewe ręce do gotowania o pieczeniu nie wspominając. Kiedy gotowałam dla mojego męża mrożone pierogi (zazwyczaj wychodziła z tego papka) zawsze zachwycał się ich smakiem. Nigdy nie ganił, nie marudził, nie dawał mi do zrozumienia, że jestem w tym beznadziejna… Wiedziałam to bez tego, ale jego wsparcie było dla mnie ogromnym motorem do ciągłego podejmowania prób.

Dziś jestem kucharzem. Pracowałam jako kucharz we włoskiej restauracji, tworzę własne przepisy, które znajdziesz w moich e-bookach i na instagramie. Mało tego piekę torty artystyczne i niezliczoną ilość ciast, które dostają najwyższe noty nawet od „nielubiących” słodkiego…

 

Autor: Ewa by @ewka_ketonewka